"It's difficult to admit the obvious"
political world

JEDWABNE – ZABRANE PODPISY I CO DALEJ?

Dr Ewa Kurek|Saturday, March 18, 2017

Pokolenie przyszłych historyków, którzy dziś przekładają zabawki w jakimś przedszkolu lub których narodzin rodzice jeszcze nie planują, rozwikła zapewne kulisy największego we współczesnej historii Polski kłamstwa historycznego, medialnego, sądowego i politycznego, związanego z dokonaną w roku 1941 zbrodnią na Żydach z miasteczka Jedwabne.

  Historia bowiem ma to do siebie, że jest bezlitosna zarówno dla wielkich, jak i dla maluczkich tego świata i wcześniej czy później zawsze obnaża prawdziwe oblicze wydarzeń, zjawisk i procesów. Mord w Jedwabnem wydarzył się 76 lat temu i mimo że od dawna badania nad tamtymi wydarzeniami powinny znajdować się w gestii swobodnych badań historyków, to nadal sądy, politycy i media dzierżą nad nim odporną na logiczne argumenty władzę absolutną i skutecznie blokują historykom wykonywanie ich zawodu. Spróbujmy pokrótce podsumować wyniki takiego stanu rzeczy. W sprawie pogromu w Jedwabnem jako pierwsi głos zabrali prawnicy. W latach 1949–1950 w Łomży przeprowadzone zostało śledztwo, w wyniku którego sądy skazały na kary więzienia dziesięć osób. Śledztwo prowadzone było także w roku 1953 w Białymstoku oraz w latach 1967–1974 przez białostocką Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich. Nie wchodząc w szczegóły naznaczonych bolszewickimi metodami śledztw, faktem jest, że sądy PRL-u działały bezprawnie także w obszarze zebrania podstawowych dowodów, bowiem wydawały wyroki, lecz żaden z nich nie zlecił ekshumacji w celu ustalenia liczby ofiar mordu w Jedwabnem. Brak dowodów w postaci ciał zamordowanych nie przeszkodził także sądom i władzy PRL w postawieniu w miejscu jedwabińskiej stodoły pomnika z napisem: „Miejsce kaźni ludności żydowskiej. Gestapo i żandarmeria hitlerowska spaliła żywcem 1600 osób 10.VII.1941”. Pomnik, mimo że jedynym pewnym i prawdziwym fragmentem widniejącego na nim napisu była data, stał w Jedwabnem do końca 2001 r. Na przełomie XX i XXI w. do wyjaśniania jedwabińskiego mordu zabrały się media. Najpierw Agnieszka Arnold zrobił dokumentalny film „Gdzie mój starszy syn Kain”. Temat okazał się z wielu względów na tyle atrakcyjny politycznie i medialnie, że w roku 2000 socjolog Tomasz Gross w reklamowanej w Polsce i w świecie książce zatytułowanej Sąsiedzi przedstawił swoje artystyczne wariacje na temat wydarzeń z roku 1941 i napisał, że w roku 1941 Polacy zamordowali w Jedwabnem poprzez spalenie w stodole około 1 600 miejscowych Żydów. Gross upowszechnił tym samym wyssaną z przysłowiowego palca informację z pomnika z czasów PRL-u co do liczby żydowskich ofiar i jedynie podmienił wykonawców zbrodni: miejsce Niemców jako oprawców zajęli w jego książce Polacy. Rewelacjami ogłoszonymi przez Tomasza Grossa za szlachetnym przyzwoleniem polityków lewicy i prawicy zachłysnęły się w Polsce media i zgodnym chórem uderzając się w polskie piersi, wmawiały Polakom, że są narodem sprawców zagłady Żydów. W atmosferze polityczno-medialnej wrzawy wokół Jedwabnego w roku 2000 sprawą zajęli się historycy z Instytutu Pamięci Narodowej, którzy bez trudu podważyli rewelacje Arnold i Grossa, zaś 30 maja 2001 r. prof. Andrzeja Kola z Uniwersytetu w Toruniu rozpoczął w stodole w Jedwabnem ekshumację, która miała dać ostateczną odpowiedź na pytanie o liczbę żydowskich ofiar. Prace archeologiczne ujawniły, że stodoła w Jedwabnem miała 19 metrów długości i 7 metrów szerokości, zaś znajdująca się w stodole mogiła, w której pochowano szczątki spalonych ludzi, ma wymiary 7,5 x 2,5 m. Prosty rachunek matematyczny dowodzi, że jeśliby liczba 1600 zamordowanych w jedwabińskiej stodole Żydów była prawdziwa, oprawcy musieliby upchnąć na jednym metrze kwadratowym 12 osób. Nie trzeba być żadnym specjalistą. Zwykłe logiczne myślenie dowodzi, że upchnięcie 12 osób na metrze kwadratowym jest niemożliwe. Dlatego w wywiadzie udzielonym w lipcu 2016 r. powiedziałam, że w jedwabińskiej stodole mogłoby się zmieścić może 1600 krasnoludków, lecz nigdy nie Żydów!1 i Zaledwie wstępne wyniki badań historyków IPN stawały się w roku 2001 niewygodne dla III RP oraz ośmieszały autora rozreklamowanej książki, Tomasza Grossa. Dlatego w badania historyków ponownie brutalnie wkroczyły media, politycy, prawnicy i sądy. W atmosferze medialnej nagonki na zgodne z polskim prawem i metodami badawczymi działania historyków IPN-u, na wniosek amerykańskiego rabina Michaela Schudricha, według którego ekshumacja jest rzekomo niezgodna z religią i prawem żydowskim, minister sprawiedliwości Rzeczpospolitej Polski w dniu 4 czerwca 2001 r. przerwał czynności ekshumacyjne w stodole w Jedwabnem. Tym samym badania historyków nad zbrodnią w Jedwabnem zostały przerwane. Na podstawie ograniczonej ekshumacji IPN-u wiadomo jedynie, że ofiar było prawdopodobnie nie 1600, lecz około 300. Zbrodnia w Jedwabnem została objęta ochroną prawną. Oznacza to, że każdy, kto ją kwestionuje, naraża się na odpowiedzialność karną2. Prawna ochrona zbrodni w Jedwabnem nie dotyczy jednak w Polsce tych, którzy wypisują o Jedwabnem wyssane z palca bzdury. Za swoje kłamstwa Tomasz Gross otrzymał od Polski ordery i mimo że jego prace nie mają charakteru naukowego, nadal jest uznawany w polskich uniwersytetach za specjalistę od Jedwabnego i stosunków polsko-żydowskich. Po szesnastu latach blokowania przez polityków i sądy RP polskich badań historycznych nad Jedwabnem w świecie utrwalił się następujący obraz propagowany w języku angielskim m.in. przez Żydowską Wirtualną Bibliotekę: Jedwabne, małe miasteczko w północno-wschodniej Polsce, które przez dwa lata znajdowało się pod kontrolą Rosji, wpadło w ręce Niemiec 22 czerwca 1941 roku. Jednym z pierwszych wniosków skierowanych przez Polaków do ich nowych władców nazistów była prośba o pozwolenie wybicia Żydów. (…) Naziści usiłowali przekonać Polaków aby oszczędzili choć po jednej rodzinie żydowskiej z każdego rzemiosła, ale Polacy odpowiedzieli: Mamy wystarczająco swoich własnych rzemieślników i musimy unicestwić wszystkich Żydów, żeby żaden nie został przy życiu. (…) Burmistrz Jedwabnego zgodził się na zapewnienie pomocy w masakrze, Polacy z okolicznych wiosek przybyli, aby oglądać i celebrować wydarzenie jako święto. Blisko połowa ludności, z 1600 społeczności katolickiej, brała udział w torturowaniu 1600 członków społeczności żydowskiej z Jedwabnego zapędzając ich do stodoły, która następnie została podpalona3.  Kilkunastoletnie grillowanie Jedwabnego nieoczekiwanie próbowali przerwać religijni Żydzi i na początku roku 2014 w Biuletynie Gminy Żydowskiej „Kolbojnik” w Warszawie ogłosili, że amerykański rabin Michael Schudrich kłamał w sprawie ekshumacji, bo zgodnie z prawem żydowskim i żydowską religią ekshumację w Jedwabnem przeprowadzić należy4. Polscy prawnicy oraz politycy prawicy i lewicy nie zwrócili na tę żydowską ekspertyzę uwagi, bo oni przecież są jedynie od blokowania badań historyków polskich i żydowskich oraz pisania własnej wydumanej historii Polaków i Żydów. Jedynie Radio Wnet w dniu 10 sierpnia 2015 r. pojechało do Jedwabnego i usiłowało zwrócić uwagę polityczno-prawnego polskiego świata na problem jedwabińskiego kłamstwa5. Jesienią 2015 r. władzę w Polsce objęli politycy Prawa i Sprawiedliwości. Kilka tygodni później odbyłam rozmowę z bliskim doradcą ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu przekazałam żydowską ekspertyzę dotyczącą stanowiska religii i prawa żydowskiego w kwestii ekshumacji, opublikowaną w „Kolbojniku”. Poproszono mnie o przedstawienie na piśmie obszarów, w których należy przeprowadzić badania historyczne w kwestii mordu w Jedwabnem i obiecano stosowne działania. Ekspertyza żydowska z „Kolbojnika” i moja własna leżą do dziś zapewne na jakiejś ministerialnej półce lub wylądowały w ministerialnym śmietniku. Sprawą próbowałam zainteresować także innego ministra, wicemarszałka sejmu, a także doradcę prezydenta RP, którzy z wykształcenia są historykami i bardziej niż inni świadomi są konieczności przeprowadzenia w Jedwabnem ekshumacji. Wszyscy ci wielcy politycy PiS-u, spłoszeni i ogarnięci jakimś niepojętym dla mnie strachem, milczą do dziś. Dlatego 30 czerwca 2016 r. rozpoczęłam obywatelską akcję zbierania podpisów pod projektem, który winien zaowocować przywróceniem polskim historykom prawa do dokończenia przerwanej w 2001 r. ekshumacji w stodole w Jedwabnem i przeprowadzenia zgodnych z prawem i metodyką historii jako nauki badań historycznych6. W akcję zbierania podpisów włączyła się „Gazeta Warszawska”, która przez pół roku drukowała moje arkusze, za co w imieniu własnym i wszystkich Polaków, dla których dobre imię Polski i prawda historyczna są wartościami najwyższymi, pragnę redaktorowi naczelnemu Piotrowi Bachurskiemu serdecznie podziękować. Pragnę także podziękować blisko 12 tys. Polaków, którzy zaufali mi jako niezależnemu historykowi i zadali sobie trud podpisania oraz wysłania na mój adres podpisanych arkuszy. Były wśród nich zarówno osoby podpisujące i wysyłające podpisane arkusze indywidualnie, jak i ci, którzy w zbieranie podpisów zaangażowali się bardzo mocno i zebrali dziesiątki i setki podpisów. Na szczególną uwagę zasługuje patriotyczna młodzież, która przyniosła mi zebrane w całej Polsce dwa tysiące podpisów. W chwili obecnej porządkuję zebrane arkusze. Numeruję je, a do komputera wprowadzam jedynie inicjały i miejsce zamieszkania osób, które udzieliły poparcia inicjatywie ekshumacji w Jedwabnem. W momencie zakończenia inwentaryzacji informacje te zostaną opublikowane na powstającej stronie internetowej www.ekshumacja w Jedwabnem. Wyniki inwentaryzacji miejscowości są niezwykle interesujące nawet w niepełnej jeszcze fazie i przeczą istnieniu w Polsce podziałów regionalnych i społecznych. Pod apelem podpisali się bowiem zarówno mieszkańcy wielkich miast, jak i maleńkich wsi, leżących między Szczecinem i Przemyślem oraz Suwałkami i Opolem. Podpisali się znani i mniej znani politycy, inżynierowie, nauczyciele, rolnicy, robotnicy i ogromna grupa uczącej się i pracującej młodzieży. Szczególnie wzruszył mnie podpis złożony przez znanego artystę i grafika śp. Aleksandra Turka, który nie doczekał wyników naszej akcji i odszedł niedawno do Pana, gdzie zapewne oręduje o powodzenie słusznej sprawy. Ponieważ ekshumację w Jedwabnem wstrzymał w roku 2001 minister sprawiedliwości RP, który sprawuje także władzę zwierzchnią nad IPN-em, zinwentaryzowane podpisy zaniosę właśnie jemu w towarzystwie prawnika, który wcześniej pomoże mi sformułować w języku prawniczym odpowiednie pismo żądające wolności dla badań historycznych i przeprowadzenia w Jedwabnem ekshumacji. Do uczestnictwa w akcie wręczenia pudła z naszymi podpisami zapraszam także wszystkie osoby, które będą mogły i chciały mi towarzyszyć. Termin złożenia podpisów podany zostanie na łamach „Gazety Warszawskiej” i na wspomnianej wcześniej stronie internetowej. W chwili obecnej jako historyk, obywatelka Polski i zwykły laik w rzemiośle prawniczym mogę powiedzieć jedynie, że blokując badania historyczne i ekshumacje w Jedwabnem w ciągu ostatnich kilkunastu lat władze III RP złamały wszystkie możliwe prawa z prawami kardynalnymi, jakimi jest Konstytucja RP włącznie, która w rozdziale I art. 1 mówi, że: Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Dlatego my, 12 tys. obywateli RP, w dbałości o wspólne dobro, jakim jest dla nas dobre imię Rzeczpospolitej Polski, żądamy od ministra dokończenia ekshumacji w Jedwabnem. Korzystamy w tym wypadku także z art. 5 Konstytucji RP, który mówi, że Rzeczypospolita Polska (…) zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz […] strzeże dziedzictwa narodowego. W rozumieniu tego artykułu RP winna zagwarantować historykom prawo do swobodnych badań naukowych, zaś wszystkim obywatelom prawo do prawdy historycznej ustalonej w toku rzetelnych i nieograniczonych przez sądy badań naukowych. Potwierdza to także artykuł 73 Konstytucji, gwarantujący obywatelom Polski wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników. Ponieważ na temat Jedwabnego, Polski i Polaków przez ostatnich kilkanaście lat wypisano kilometry bzdur, nasze żądanie ekshumacji w Jedwabnem jest także zgodne z duchem art. 51 Konstytucji RP, który mówi, że: Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą. Tylko ekshumacja i rzetelne badania historyczne w duchu Konstytucji pozwolą na sprostowania i usunięcie nieprawdziwych informacji o mordzie w Jedwabnem. Na koniec pozwolę sobie przywołać art. 63 Konstytucji RP, zgodnie z którym: Każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym (…) do organów władzy publicznej, zaś ministrowi sprawiedliwości, do którego złożymy swe żądanie, przypomnę, że obejmując urząd, uroczyście przysięgał, iż dochowa wierności Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej. Także polski Kodeks postępowania karnego nie pozostawia w wypadku konieczności przeprowadzenia w Jedwabnem ekshumacji żadnych wątpliwości i w art. 209 i 210 mówi, że: Jeśli zachodzi podejrzenie przestępczego spowodowania śmierci, przeprowadza się oględziny i otwarcie zwłok oraz że w celu dokonania oględzin lub otwarcia zwłok prokurator albo sąd może zarządzić wyjęcie zwłok z grobu. Nie ma wątpliwości, że śmierć Żydów w Jedwabnem została spowodowana w sposób przestępczy i nie ma tu znaczenia fakt, czy morderstwo miało miejsce rok czy siedemdziesiąt lat temu. Metody badawcze prokuratorów i historyków są w tym wypadku jednakie. Politycy Prawa i Sprawiedliwości lubią często powtarzać, że prawo musi być jednakie dla wszystkich. Jesienią ubiegłego roku, gdy stanęła sprawa słusznych i uzasadnionych ekshumacji smoleńskich, prokurator Marek Pasionek w TVP w dniu 9 listopada 2016 r. powiedział: Chcemy rzeczywiście dojść do prawdy, zaś 18 listopada prezes Jarosław Kaczyński, mówiąc w tejże stacji o ekshumacjach ofiar smoleńskich, oświadczył: To jest konieczność prawna. Tutaj nie dopełniono podstawowych zasad prawa polskiego. Z całą mocą wraz z 12 tys. obywateli Rzeczypospolitej Polski oświadczam, że w wypadku Jedwabnego jest dokładnie tak samo. Składając wniosek o przeprowadzenie ekshumacji w jedwabińskiej stodole, chcemy rzeczywiście dojść jedynie do prawdy, a ekshumacja jest w tym wypadku koniecznością prawną, bowiem w Jedwabnem nie dopełniono podstawowych zasad prawa polskiego. Panie prezesie i panie prokuratorze, pozwolę sobie przypomnieć, że prawo w Polsce winno być jednakie dla wszystkich. Dokładnie takie samo dla Jedwabnego, jak i dla Smoleńska.
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl