"It's difficult to admit the obvious"
political world

Uprzedzenia judaizmu oraz inne oblicze śp. Marka Edelmana

Marek Jan Chodakiewicz|Monday, October 26, 2009

Umarł właśnie błogosławionej pamięci dr Marek Edelman. Był znajomym mojej rodziny; szczególnie serdeczny był dla mojej siostry, gdy była „małolatą”. Był silnym człowiekiem. Mówił zawsze to, co myślał. Nie było dla niego świętości. I kochał szokować. Widziałem się z nim kilka lat temu w Warszawie. Opowiedział mi wtedy zdarzenie z Powstania Warszawskiego. Leżał ranny w szpitalu u sióstr na rogu Stołecznej i Krasińskiego. Gdy wróg zdobywał szpital, matka przełożona miała powiedzieć zakonnicom, aby były spolegliwe seksualnie dla żołnierzy, żeby Niemcy nie wymordowali rannych. I dlatego Edelman przeżył. Utrzymywał, że to najprawdziwsza historia.

Zresztą opowiadał i inne szokujące rzeczy. Atakował i wyszydzał Izrael. Ponadto powtarzał, że powstanie w getcie warszawskim miało miejsce dzięki polskiej pomocy. O najlepiej zorganizowanej formacji zbrojnej podziemia w getcie, czyli związanym z prawicą Żydowskim Związku Wojskowym, dr Edelman mówił, że to „faszyści i bandyci”. Nie oszczędzał swego lewicowosyjonistycznego komendanta z Żydowskiej Organizacji Bojowej, Mordechaja Anielewicza. Opowiadał o nim, jak oszukiwał klientów, sprzedając im zepsute ryby. Takie nastawienie do historii odbrązawiało może bohaterów, ale również nadawało im ludzkiego kolorytu. Był ważnym świadkiem historii.

Doceniałem antykomunizm dr. Edelmana. Nigdy się z komunistami nie bratał, gdy byli u władzy. Chyba sześciu jego wujków (braci matki) zostało rozstrzelanych przez bolszewików w Mińsku w 1919 roku. Byli bundowcami – żydowskimi socjalistami. Tak jak Edelman – do końca. Czytałem donos na dr. Edelmana do ubecji, chyba z 1949 roku. Nazywał wówczas kolaborantów żydowskich „pachołkami komunistycznymi”. Potem działał w KOR-ze i był sympatykiem „Solidarności”. Cześć jego pamięci.
  Charakterystyczne, że przy okazji śmierci dr. Edelmana na Zachodzie pojawiły się akcenty zaprzeczające jego świadectwu z walk w getcie. Chodzi tu o raczej typowe, choć podświadome dokopywanie Polakom – takie odruchowe uprzedzenia, zakodowane kulturowo wśród prominentnych komentatorów w USA. Najlepszego przykładu tej antypolskiej patologii dostarczył Michael Kaufman, który napisał w „The New York Times” (3 października), że „o czwartej nad ranem 19 kwietnia 1943 r., gdy niemieccy żołnierze i ich ukraińscy, łotewscy i polscy pachołkowie (henchmen) wmaszerowali do getta, aby wyłapać ludzi, dostali się pod skoncentrowany ogień”. Zwróćmy uwagę na to wtrącenie mimochodem o „polskich pachołkach”. Kaufman nie mógł sobie odpuścić.

Prawda jest taka, że w getcie Polacy przeciw Żydom nie walczyli. Natomiast przez chwilę obecni na miejscu byli granatowi policjanci, a przez cały czas na służbie zostawała straż pożarna składająca się z Polaków, z których wielu było żołnierzami podziemia niepodległościowego, a niektórzy nawet ratowali Żydów. Jak napisał do „The New York Times” R. J. Tyndorf:
  „Polska policja nie wzięła udziału w tłumieniu powstania w getcie warszawskim. Mały oddział policji polskiej, któremu rozkazano wmaszerować do getta 18 kwietnia 1943 r., uznano za niepewny. Gdy rozpoczęła się strzelanina, oddział ten natychmiast wycofano wraz z policją żydowską, która odegrała kluczową rolę w deportacjach poprzedniego lata. Kontakty w polskiej policji pozwoliły polskiemu podziemiu ostrzec żydowskie podziemie o tym, że nadchodzi niemiecka operacja (…). Marek Edelman również stwierdził, że bez polskiej pomocy Żydzi nie mogliby rozpocząć powstania”.

Naturalnie redakcja „The New York Times” jest tak „otwarta” na dialog, że nie opublikowała tego listu. Nota bene Michael Kaufman był korespondentem „The New York Times” w Warszawie w latach 80. Ulżył sobie, wtrącając nieprawdę o „polskich pachołkach”, bo jest najzwyczajniej uprzedzony, nietolerancyjny. Doskonale wie bowiem, co się działo w getcie i gdzie indziej w Polsce. Znał dr. Edelmana osobiście. Co więcej, przyjaźnił się rodzinnie z Adamem Michnikiem. Ojciec Kaufmana przed wojną działał wspólnie z ojcem Michnika, Ozjaszem Szechterem, w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Siedzieli razem w więzieniu. Potem ten pierwszy uciekł do USA.
  Moje ulubione wspomnienie o starszym p. Kaufmanie jest sympatyczne. Przychodził do nas, na Uniwersytet Columbia, a ściślej do Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej, na wykłady i imprezy. Chyba wiosną 1990 roku podszedł do mojego przyjaciela i powiedział: „Chciałem powiedzieć Panu, jak bardzo się cieszę, że Polska odzyskała niepodległość. Przed wojną robiłem wszystko, aby ją straciła, za co strasznie Pana przepraszam”.

Mój przyjaciel odpowiedział, że jest mu bardzo miło. Pikantności temu wydarzeniu dodaje fakt, że starszy p. Kaufman nie wiedział, iż rozmawia z synem zastępcy szefa wywiadu Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.
  Skoro jesteśmy już przy korygowaniu światowych sław, chciałbym zwrócić uwagę na wywiad z religioznawcą Peterem Schäferem z Princeton („Rzeczpospolita”, 4 października). Naukowiec ten opowiadał o swojej pracy „Jezus w Talmudzie”. Stwierdził, że w okresie sasanidzkim toczyło się współzawodnictwo religijne, ekonomiczne i polityczne między Żydami a chrześcijanami w Babilonie. I że Żydzi mieli przewagę. „Potem w Europie to oni byli znacznie słabsi i to oni padali ofiarą prześladowań”. Dokładnie tak było. Mniejszość żydowska obok długich okresów prosperity i spokoju doświadczała cyklicznie w Europie prześladowań. Nota bene dlatego właśnie Żydzi uciekali z zachodniej części kontynentu do Polski, gdzie było najtolerancyjniej.
  Ale Schäfer zapomniał dodać, że Babilon Sasanidów nie jest jedynym przykładem żydowskiej przewagi nad chrześcijanami. W 614 roku Persowie zdobyli Jerozolimę. Przeprowadzili rzeź chrześcijan, do której przyłączyła się miejscowa ludność żydowska. Wymordowano od 40 tys. do 90 tys. osób. Żydowscy uczestnicy masakry zabijali osoby duchowne, palili kościoły i klasztory oraz niszczyli święte księgi i przedmioty liturgiczne. Pisze o tym Elliot Horowitz w pracy „Reckless Rites: Purim and the Legacy of Jewish Violence” (Princeton University Press, Princeton and Oxford, 2006).

Horowitz podkreśla, że nienawiść do chrześcijan miała podłoże religijne. Zresztą autor opisuje też obyczaje związane ze świętem Purim, które przez chyba dwa tysiąclecia miało bardzo antychrześcijańską otoczkę religijno-folklorystyczną. Jest to ważne, bowiem wielu naukowców – szczególnie żydowscy historycy etno-nacjonalistyczni i tzw. autorytety – często twierdzą, że chrześcijański antyjudaizm miał konsekwencje, a nawet że wynikł z niego Holokaust. Natomiast albo milczą o antychrześcijańskich uprzedzeniach judaizmu (część w ogóle o nich nie wie), albo twierdzą, że nie miały one żadnych praktycznych konsekwencji.
  Nawet Schäfer tak twierdzi: „Nie, nie sądzę, żeby ktoś to dziś brał na poważnie. Żydzi naszych czasów uważają te wszystkie zapisy za dziwaczną, bardzo nieprzyjemną historię, wymyśloną przez jakichś zwariowanych rabinów. Na pewno nie uważają już, że Jezus zasługiwał na śmierć. Zresztą tak naprawdę zdecydowana większość z nich takimi rzeczami się nie zajmuje i niewiele ich to obchodzi. Talmudyczne tezy na temat chrześcijaństwa nie są przedmiotem debat w dzisiejszym świecie żydowskim”.

Większość Żydów dziś jest zlaicyzowana albo wyznaje judaizm reformowany, w niektórych wypadkach w bardzo liberalnej formie. W kręgach takich nie ma talmudycznych opowieści o konieczności nienawidzenia chrześcijaństwa i chrześcijan oraz demonizacji Jezusa. Wśród reformowanych Żydów żarliwość wiary i znajomość tradycji są mniej więcej takie jak u polskiej lewicy katolickiej.
  Judaistycznych ortodoksów pozostało stosunkowo niewielu. Oni wciąż zachowują rozmaite uprzedzenia – podobnie zresztą jak tradycyjni chrześcijanie. Jest tak w ortodoksyjnych enklawach – przede wszystkim w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, ale także gdzie indziej. Podobnie było przed wojną w Polsce, gdzie ortodoksyjna wersja judaizmu dominowała wśród ludu żydowskiego. O istnieniu obopólnych uprzedzeń pisałem obszernie w pracy „Polacy i Żydzi 1918-1955. Współistnienie – zagłada – komunizm” (Fronda). Oprócz wymienionych przeze mnie źródeł, zainteresowanych odsyłam choćby do prac: Ben-Zion Gold, „The Life of Jews in Poland before the Holocaust” (University of Nebraska Press, Lincoln and London, 2007) oraz David Assaf, red., „Journey to a Nineteenth-Century Shtetl: The Memoirs of Yekhezkel Kotik” (Wayne State University Press, Detroit, we współpracy z The Diaspora Research Institute, Tel Aviv University, 2002).
  Elliot Horowitz przyznaje, że są to fakty nieznane, bowiem „wyważone oceny obopólnej roli przemocy w stosunkach żydowsko-chrześcijańskich stały się coraz rzadsze w post-Holokaustowej historiografi i żydowskiej – zarówno w Izraelu, jak i w diasporze” (Evenhanded assessments of the reciprocal role of violence in Jewish-Christian relations were to become increasingly rare in post-Holocaust Jewish historiography, both in the land of Israel and in the Diaspora, str. 235). Taki stan rzeczy jest zły nie tylko dla stosunków polsko-żydowskich, ale również zagraża wolności. A wobec tego żaden wolny człowiek nie może przejść obojętnie.
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl