"It's difficult to admit the obvious"
political world

IZRAEL AJZENMAN - DLA POLAKÓW - BANDYTA, DLA ŻYDÓW - BOHATER

Maciej debski|Tuesday, April 4, 2017

W latach 80. (sic!) Ajzenaman i jego bandę wspominał w "Kalendarzu Żydowskim" Szymon Datner. Nie napisał co prawda, jako to bandyci Ajzemana likwidowali „faszystów” w Drzewicy, ale sprytnie zamienił ich rabunkowe napady na akcje bojowe. Wykazał się iście literackim talentem, bowiem owe "akcje bojowe" w ogóle nie miały miejsca. Zbrodnia Wieczorem 22 stycznia 1943r. do Drzewicy pod Opocznem wkroczył oddział Gwardii Ludowej, który sam siebie nazwał "Lwami". Jak oświadczyli jego członkowie - w celu „oczyszczenia terenu z faszystowskich band”. W miasteczku żadnych "polskich faszystów" nie było. Jak w większości polskich miast i wsi mieszkali tam natomiast działacze ruchu narodowego, członkowie podziemnych organizacji patriotycznych i przedwojennych organizacji katolickich. Oświadczenie o celu "wizyty" było kłamstwem i przykrywką dla pospolitego bandytyzmu uprawianego przez ów oddział. Lewaccy bandyci przyszli z gotowym wykazem osób do zamordowania.

 
  Napastnicy mieli dokładny plan. Zaczęli od fabryki zastawy stołowej Gerlach. Najpierw dopadli jej właściciela Augusta Kobylańskiego. Aż do tej nocy udawało mu się jakoś prowadzić swą fabrykę. Według Gwardii Ludowej nie miał prawa żyć. Jego winy? Był działaczem Stronnictwa Narodowego i żołnierzem NOW-AK. Napastnicy zmusili go do otwarcia kasy, obrabowali ją doszczętnie a jego samego zamordowali. Zabili także czterech urzędników i trzech robotników fabrycznych. Skończywszy dzieło mordu, doszczętnie ograbili mieszkanie Kobylańskiego. Tej nocy z rąk gwardzistów zginęli kolejno - miejscowy aptekarz i przedwojenny działacz Akcji Katolickiej - Stanisław Makomaski oraz żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych: Józef Staszewski, Edward, bracia Stanisław i Józef Suskiewiczowie oraz Józef Pierściński. Lewacy nie chcąc sprawiać za dużo hałasu wystrzałami, części swoich ofiar po prostu rozbili głowy kolbami karabinów. W czasie, gdy gwardziści mordowali miejscową inteligencję i żołnierzy podziemia, część ich bandy napadła na plebanię. Grupą tą dowodziła kobieta -Zofia Jamajka. Podkomendni Jamajki nie znaleźli miejscowego kapłana - ks. Józefa Pawlika, inaczej powiększyłby on bez wątpienia liczbę ofiar tamtej nocy. Tymczasem czas płynął, a lewacy nie mogli sobie pozwolić na zbyt długą obecność w miasteczku. W końcu, dowódca tej pacyfikacji - Izrael Ajzenman dał rozkaz odwrotu. Po gwardzistach pozostały obrabowane domy i zwłoki niewinnych Polaków. Ciała zabitych były zmasakrowane tak bardzo, że aby je pochować, sąsiedzi najpierw zawijali je w całuny, dopiero potem wkładali do trumien. Rzecz jasna - nic nie było tu przypadkiem. Ani wybór ofiar, ani sposób napadu, ani nazwiska nim dowodzących. Tak się składa, że zarówno Zofia Jamajka jak i Izrael Ajzeman byli żydami. Mord, jakiego dokonała ich banda, został opisany w niepodległościowej prasie podziemnej, przez co stał się wśród Polaków na tyle głośny, że doszło do zmiany dowództwa i nazwy oddziału z „Lwy” na Ludwika Waryńskiego. Pod taką nazwą figuruje dziś w źródłach historycznych. Wiatr ze Wschodu O zbrodni nie zapomniało oczywiście NSZ, także operujące w tej okolicy. Warto w tym miejscu w kilku zdaniach nakreślić sytuację. Rzecz jasna w czasie okupacji w polskich lasach najwięcej było oddziałów patriotycznej partyzantki, ale nie tylko. Okres okupacji był wymarzonym czasem dla zwykłych band, a także - organizacji lewicowych, często zresztą uprawiających pospolity bandytyzm. Zima 1942-1943 była dla nich szczególnie ważna - ona pokonała w ZSRR armię Hitlera, zamarzającą właśnie pod Stalingradem. W styczniu 1943 r. Stalin wezwał na Kreml czołową polską komunistkę, zafascynowaną nim Wandę Wasilewską i oznajmił, że sytuacja dojrzała do decydującego konfliktu pomiędzy ZSRR a rządem londyńskim i że w związku z tym Wasilewską a wraz z nią - komunistów - czekają specjalne zadania. Komunistyczne bandy, działające jako oddziały partyzanckie, nabrały "wiatru w żagle". Na przełomie 1942 i 1943 r. komunistyczne oddziały „partyzantki” zwiększyły aktywność, głównie mordując działaczy polskiego podziemia patriotycznego albo przeprowadzając akcje, w których ofiarami była głównie ludność cywilna, jak np. podczas wykolejenia przez oddział Wrony pociągu pod Kraśnikiem, gdzie ofiarami byli wyłącznie Polacy. Rzecz jasna musiało się to spotkać z reakcją patriotycznego podziemia polskiego, które nie mogło tolerować bandyckich napadów na ludność cywilną ani mordowania własnych żołnierzy. Stąd też zwalczało grupy pokroju Lwów alias Ludwików Waryńskich. Sąd i kara Tak było np. właśnie w przypadku oddziału Ajzenmana. Jeśli chodzi o ten konkretny oddział, to na początku stycznia 1943 r. zaostrzył się w nim wewnętrzny podział, a Ajzenman został pozbawiony dowództwa przez niejakiego „Siemiona”. Władzę odzyskał dzięki wsparciu radomskiej PPR i „krwawej konfrontacji”. Wzięcie się bandytów za łby spowodowało jednak, że pod komendą Ajzenmana zostało już tylko 10 ludzi. Nie przeszkodziło im to dokonywać dalszych napadów rabunkowych na ludność polską. Sprawą bandytyzmu GL postanowiło się więc zająć NSZ. Na specjalnej odprawie, która odbyła się 2 lipca 1943 r. podjęto decyzję o utworzeniu specjalnego oddziału NSZ do ochrony ludności cywilnej przed komunistycznymi bandami. Na jego czele stanął Józef Woźniak „Burza”, nadzorował go kierownik Akcji Specjalnej ps. „Tom”. 22 lipca 1943 r. NSZ-owcy otrzymali informację od zaprzyjaźnionego leśniczego, któremu członkowie bandy Ajzenmana zapowiedzieli się z „wizytą” i zażądali przygotowania im z tej okazji libacji. Oddział udał się do leśniczówki, a po przybyciu dwóch bandytów Ajzenmana przedstawił się im jako oddział GL z Lubelszczyzny i zażądał zaprowadzenia do dowódcy. Spotkanie nastąpiło tego samego dnia pod Stefanowem. Bandyci od Ajzenmana bez skrępowania przechwalali się swoimi „akcjami bojowymi”, spośród których za najlepszą uznawali właśnie opisany wyżej mord w Drzewicy. Żołnierzom NSZ, z których część straciła w Drzewicy swoich krewnych, ciężko było tego słuchać. Szybko rozbroili ludowych bandytów i równie szybko odprawili nad nimi sąd polowy. Wyrok mógł być tylko jeden - śmierć przez rozstrzelanie. Został wykonany natychmiast. Oczami mordercy Oczywiście inaczej widział całą sprawę Ajzenman. Jak odnotował historyk Leszek Żebrowski, w relacji pozostawionej w Żydowskim Instytucie Historycznym napisał, że tamtego dnia grupa partyzantów GL narodowości żydowskiej zginęła z rąk NSZ w sposób podstępny i bestialski. Nie omieszkał też dodać, że w mordzie tym brali udział NSZ-owcy i Niemcy. Rzecz jasna w relacji tej nie ma ani słowa prawdy, podobnie jak w pozostawionych przez Ajzenmana opisach pacyfikacji Drzewicy. W opisie znajdującym się w Archiwum Wojskowego Instytutu Historycznego, można przeczytać bowiem: W lutym przez bandę enezecką [NSZ] zostało zamordowanych trzech moich ludzi: K[u]ropatwa [Piotr Białek], Zając [Maciej Wrzosek] i Lis [Antoni Węgorzewski] za trzy dni później grupa moja opanowała miasto Drzewice, rozbroiła posterunek policji, opanowała fabrykę Gerlacha, rozstrzeliła 7 głównych dowódców enezeckich: Kobylański, główny inspektor enezecki w randze pułkownika, właściciel fabryki Gerlacha, aptekarza, nauczyciela i innych takich dowódców głównych, zostawiono pokwitowanie za współ pracę z okupantem. Wyrok został wykonany przez oddział Julka GL. To oczywiście same kłamstwa, poczynając od daty pacyfikacji (miała miejsce w styczniu), poprzez jej „przyczyny”, na wykonawcach skończywszy. Ofiary też nie były „dowódcami enezeckimi”, a i rzekome ofiary z oddziału Ajzenmana nie zginęły wcześniej, więc napaść nie była żadną akcją odwetową. Ale po tych bredniach przyszedł czas na kolejne, kolportowane przez środowiska żydowskie, dla których pospolity bandyta Ajzenman to… bohater. Żydowski podziw dla pospolitego mordercy Na Zachodzie banda Ajzenamana występuje w roli największego na terytorium jej działalności „oddziału partyzanckiego”. Jak podał Leszek Żebrowski w Encyklopedia Judaica (tom 13, Jerusalem - New York 1971, s. 141) zamieszczona jest mapa do hasła Partisans, która obejmuje, z oczywistych względów, tereny II RP i fragmenty terytorium Związku Sowieckiego, czyli te, gdzie nasilenie akcji partyzanckich było największe. Widnieje na niej oznaczenie terenu działania żydowskiego oddziałuLions ("Lwy"), pod dowództwem Ajzenmana. Co więcej, to właśnie oznaczenie trafiło także do legendy tej mapy, przez co bardziej utrwala się czytelnikowi. Zresztą nie tylko wydawnictwa z Jerozolimy mają na tym polu spore zasługi. Już w 1954 r. opis „mordu” na gwardzistach wysmażyła Maria Turlejska - późniejsza ulubienica „Gazety Wyborczej”. Napisała ona, że pod Stefanowem (gmina Studno, pow. opoczyński) reakcyjni oprawcy wymordowali 7 gwardzistów (...). Gdy wieści o bratobójczych mordach rozeszły się po kraju budząc wstręt i oburzenie na tych, którzy wydali rozkazy mordowania lewicowców Polaków, zakazując jednocześnie podnoszenia broni przeciw najeźdźcy, komendant AK, Bór-Komorowski, hrabia, spotykający się z szefem warszawskiego Gestapo, Hahnem, na towarzyskich wizytach (...) wydał 15 września 1943 r. rozkaz, oznaczający wezwanie do nowych zbrodni. (...) Tak wyglądał plugawy program działania polskiej reakcji przeciwko bohatersko walczącej partyzantce GL (...). I chociaż w tych bredniach nie ma ani słowa prawdy, zdarza się, że… są traktowane z całą powagą jako dowód na „antysemityzm” polskiego podziemia! Poza nimi Leszek Żebrowski przypomniał także zasługi, jakie na tym polu miał Stefan Krakowski. Ten późniejszy dyrektor Yad Vashem, jeszcze jako historyk Żydowskiego Instytutu Historycznego, w 1968 r. wysmażył w "Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego" tekst, w którym opisał jako to oddział dowodzony przez Ajzenmana (...) dokonał ataku na posterunek policji niemieckiej w Drzewicy. Partyzanci zabili 7 hitlerowców, w tym komendanta posterunku. Co ciekawe - Krakowski, płodząc ów tekst, jak wynika z jego treści, oparł się na dokumentach, z których wynikało coś dokładnie przeciwnego! Jeszcze później, bo już w latach 80. (sic!) Ajzenaman i jego bandę wspominał w "Kalendarzu Żydowskim" Szymon Datner. Nie napisał co prawda, jako to bandyci Ajzemana likwidowali „faszystów” w Drzewnicy, ale sprytnie zamienił ich rabunkowe napady na akcje bojowe. Wykazał się iście literackim talentem, bowiem owe "akcje bojowe" w ogóle nie miały miejsca. Datner nie tylko stworzył bajkę o bohaterskich, żydowskich partyzantach ale i legendę o ich cierpieniach nie tylko obław niemieckich, ale i od ataków ze strony jednostek Narodowych Sił Zbrojnych. I tak 22 lipca 1943 r. w lasach przysuskich została napadnięta jedna z sekcji oddziału im. L. Waryńskiego. Zginęło wymordowanych 7 gwardzistów. Nawet dziś wirtualny sztetl na swojej stronie pisze o grupie 20 żydów, którzy po ucieczce z transportu z getta w Opocznie do Treblinki, utworzyli oddział partyzancki „Lwy” dowodzony przez Ajeznmana, który, przeprowadził „liczne akcje sabotażowo-dywersyjne, w tym ataki na linię kolejową Opoczno-Końskie”. O bandyckiej działalności „oddziału” ani słóweczka. Nie mówiąc już o „dokonaniach” jego dowódcy. A te były niemałe. Weteran przestępczego procederu Po pierwsze Ajzenman chętnie i często zmieniał tożsamość. Można poczytać o nim jako Izraelu Ajzenmanie, Julianie Ajzenmanie, Julku Ajsenmanie, ps. „Julek”, „Chytry”, „Lew” (w żydowskich encyklopediach holokaustu występuje zaś jako Izrael Eisenman) od 1946 jako Julianie Kaniewskim, bowiem jak wielu innych żydowskich komunistów, zmienił nazwisko na polsko brzmiące. Zacznijmy jednak od początku. Urodził się 20 czerwca 1913 (według innych źródeł - 20 maja 1914, chociaż sam po wojnie podawał fałszywy rok urodzenia (1916) i równie fałszywe wykształcenie podstawowe) w Radomiu, w biednej rodzinie żydowskiej. Był synem Henryka – kowala i Joli – krawcowej. Był analfabetą, a następnie samoukiem. W młodości pracował m.in. jako tragarz. Od 1930 członek Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a od 1932 – Komunistycznej Partii Polski. Jeszcze przed wojną kilkakrotnie był karany za kradzieże i napady rabunkowe.Wiadomo też, że nawet w więzieniu udało mu się zarobić na karę - za znęcanie się nad współwięźniem. Rzecz jasna po wojnie twierdził, że odsiadka spotykała go za przynależność do KPP, która - to fakt - była wówczas zdelegalizowana. Wojna uwolniła go z „paki”. Wydostawszy się we wrześniu 1939 r. z więzienia w Radomiu podjął próbę zorganizowania w tym mieście rewkomu (komitetu rewolucyjnego), licząc, że sojusznicza wobec Hitlera Armia Czerwona dotrze aż do tego miasta. Tak się nie stało i Ajzenman trafił do getta, gdzie… wrócił do swego złodziejskiego procederu. W 1942 r. za zwykłą kradzież trafił do gettowego więzienia, którego funkcję pełniła niezbyt dobrze pilnowana komórka. Tu jednak nie zawiedli towarzysze z KPP, którzy uwolnili swego druha z pudła. Oczywiście sam zainteresowany twierdził po wojnie, że uciekł „z gestapo”. Bandyci z Gwardii Ludowej Zarówno jemu, jak i jego towarzyszom nie w smak była ciężka praca za kawałek chleba, nie wspominając już o dzieleniu niedoli z żydowskimi braćmi, zamkniętymi w getcie. Jesienią 1942 r. postanowili więc utworzyć „oddział partyzancki”. Była to oczywiście przykrywka dla zwykłej bandyckiej działalności tej szajki; chodziło o to, żeby mogli się nazywać partyzantami. W każdym razie uciekli z getta i rozpoczęli swój bandycki proceder. Sam Ajzenman już jako „Julek” został zastępcą dowódcy „grupy partyzanckiej Gwardii Ludowej” (GL) Zygmunta Banasiaka, na którym zresztą wkrótce nadzorujący radomską GL (sic!)Antoni Grabowski wykonał wyrok śmierci właśnie za bandytyzm. Zaraz potem na skutek konfliktu rasowego w samym oddziale Ajzenman i jego żydowscy towarzysze oddzielili się od reszty grupy i założyli własną szajkę. Żeby wzmocnić swoje znaczenie „Julek” nadał sobie pseudonim „Lew” (w odróżnieniu od dowódcy porzuconej przezeń grupy - Józefa Rogulskiego „Wilka”), a jego podkomendni nazwali się „Lwami”. I tak powstał oddział GL „Lwy”. Ajzenman (a za nim żydowscy „historycy”) wymyślał niestworzone historie o „akcjach bojowych” Lwów, typu - W lasach Starachowickich [1944 r.] zostaliśmy okrążeni przez 8 tysięcy esesmanów własne straty 6 zabitych (...). 65 zabitych i 40 rannych esesmanów. Prawdą była napaść na Drzewicę, którą „Julek” faktycznie dowodził osobiście. Ale o tym nie zamierzał pisać. A już na pewno nie zamierzał pisać prawdy, np. że z jego dziesięcioosobową bandą poradził sobie jeden oddział NSZ. Bandycka i ubecka kariera Po rozgromieniu Lwów, Ajzenaman początkowo uprawiał bandytyzm na własną rękę (m.in. zamordował oficera AK), potem ponownie w szeregach GL i Armii Ludowej, gdzie dosłużył się nawet stopnia porucznika. Dowodzone przez niego grupy są odpowiedzialne za zamordowanie co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy podziemia niepodległościowego i cywilnych mieszkańców kielecczyzny. „Julek”, używający wówczas pseudonimu „Chytry”, koślawą polszczyzną wypisywał więc meldunki z tych mordów, chwaląc się np. torturowaniem schwytanych żołnierzy podziemia przed ich „rozwaleniem”. Ponieważ jego bandycka sława zataczała tak szerokie kręgi, że zaniepokojenie jego działalnością wyrażali nawet komunistyczni przełożeni, Ajzenman postanowił poszukać sobie mocniejszego zaplecza. I takie znalazł. Jesienią 1944 podjął współpracę z sowiecką grupą desantową NKWD „Nitra” jako jej „kierownik polityczny i terenowy”. Potem było już „z górki”. W 1945 r. został funkcjonariuszem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Końskich, następnie od 18 marca 1945 był w stopniu porucznika komendantem ochrony Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) wPoznaniu (na stanowisku etatowym starszego referenta Sekcji II Wydziału I WUBP). Ewidentnie sądził, że pod takim parasolem wszystko będzie mu wolno. I poniekąd miał rację, tyle, że nawet UB nie mogło, przynajmniej oficjalnie, tolerować takich jego wyczynów, jak: usiłowanie gwałtu na nieletniej, nadużywania stanowiska do celów prywatnych - czyli kontynuowania napadów, tym razem pod pozorem rewizji UB, bicia przesłuchiwanych w czasie takich „wizyt”, czy okradania osób faktycznie aresztowanych. UB wszczęło przeciwko niemu wewnętrzne śledztwo. W jego trakcie wyszło na jaw, że w czasie okupacji za zlikwidowanie „szeregu towarzyszy z oddziału partyzanckiego”, w tym jednej kobiety oraz inne nadużycia, dorobił się wyroku śmierci także od GL! Wyrok ten nie został wykonany, bo wydający go liczyli, że towarzysz „Julek” się poprawi. Co ciekawe, również przełożeni z UB podkreślali w raportach pisanych na potrzeby tego śledztwa, że Ajzenmnan był nie tylko analfabetą, ale i człowiekiem zarozumiałym do tego stopnia, że sam siebie wynagradzał za „partyzanckie zasługi”. Innymi słowy - najpierw je wymyślał, potem - nagradzał. Kapuś W wyniku ubeckiego śledztwa już 1 listopada 1945 r. został dyscyplinarnie zwolniony ze służby „za wykorzystywanie stanowiska służbowego w celach prywatnych, bezprawne aresztowania osób, naruszenia nietykalności cielesnej, kradzieże, podejrzenie popełnienia gwałtu na nieletniej” i aresztowany. Trafił do mokotowskiego więzienia, wówczas już pełnego polskich bohaterów, zatrzymywanych za działalność patriotyczną. W więzieniu został konfidentem i jako taki donosił na innych więźniów. Raporty składał nie byle komu, bo samemu Józefowi Różańskiemu vel Józefowi Goldbergowi - znanemu z sadyzmu kierownikowi Wydziału IV Samodzielnego MBP. Zresztą zwracając się do Różańskiego powoływał się chętnie na... wspólne pochodzenie etniczne. Jego proces przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie miał miejsce w 1946 r. i w dniu 17 sierpnia nawet zakończył się wyrokiem skazującym, ale... nie więzieniem. Sąd stwierdził bowiem, że przedwojenne cierpienia Ajzenmana oraz jego wojenne wyczyny w rodzaju wykolejenia pociągów, 44 stoczonych bitew i uwolnienia 80 więźniów są wystarczającymi przesłankami do tego, by zawiesić mu zasądzone 3 lata więzienia na okres 5 lat. 26 sierpnia 1946 będąc jeszcze w więzieniu Ajzenman wysmażył do dyrektorów Departamentów MBP Józefa Czaplickiego i Józefa Różańskiego do Różańskiego kolejne pismo, w którym w zamian za zwolnienie, obiecywał walkę "z hitleryzmem" aż do zwycięstwa. Podziałało.13 września 1946 r. wyszedł na wolność, a pół roku później, postanowieniem WSR w Warszawie o amnestii z 26 marca 1947 darowano mu karę w całości. Po wyjściu z więzienia zmienił nazwisko na Julian Kaniewski. Julian Kaniewski Jako Kaniewski kariery nie zrobił. Co prawda pracował w Polskim Radiu w Warszawie, ale tylko do 1948 r. Potem zatrudnił się w Centralnym Zarządzie Przemysłu Mięsnego jako szef ochrony rynku m.st. Warszawy (do 1950), później jako naczelnik wydziału ochrony w Głównym Urzędzie Pomiaru Kraju (do 1952). Był wartownikiem w Polskiej Akademii Nauk (do 1954) oraz w Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej w Lublinie jako komendant okręgowy Służby Ochrony Kolei, od 1960 na stanowisku starszego radcy. W 1960 r. został wydalony z PZPR za wykorzystywanie stanowiska dla osiągania celów osobistych (łapówki), jednak już w 1962 r. został ponownie przyjęty do partii. Zmarł w Lublinie 19 grudnia 1965 r. Niestety nie wszędzie pamięć o nim została przechowana zgodnie z faktami, jako o pospolitym przestępcy i mordercy Polaków. "Bohaterską" legendę dorobili mu żydowscy "historycy". Cóż, widocznie z braku prawdziwych, dla nich i pospolity bandyta może być bohaterem.   Źródła: Leszek Żebrowski, "To nie była "wojna domowa" - jeden czerwony życiorys", www. nsz.com.pl LINKI DO ZDJEĆ: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_stalingradzka#/media/File:Stalingrad_-_ruined_city.jpg podpis:
Bitwa stalingradzka była przełomem na froncie wschodnim II wojny światowej. Komunistycznym bandom w okupowanej Polsce dodała skrzydeł. https://pl.wikipedia.org/wiki/Drzewica_%28wojew%C3%B3dztwo_%C5%82%C3%B3dzkie%29#/media/File:Drzewica,_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_par._p.w._%C5%9Bw._%C5%81ukasza_Ewangelisty_04.JPG podpis: Kościół parafialny pw. św. Łukasza Ewangelisty w Drzewicy - niemy świadek wyczynów bandy Ajzenamana. https://pl.wikipedia.org/wiki/Drzewica_%28wojew%C3%B3dztwo_%C5%82%C3%B3dzkie%29#/media/File:JKRUK_20080122_DRZEWICA_ZAMEK_DSC09231.jpg podpis: Ruiny renesansowego zamku w Drzewicy. http://solidarni2010.pl/3703-bohaterowie-czy-zdrajcy-9.html podpis: Izrael Ajzenman alias Julian Kaniewski http://www.dws-xip.pl/PW/formacje/pw39.html podpis” „Lwy” Ajzenmana, czyli pospolici bandyci i mordercy Polaków. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwardia_Ludowa#/media/File:Orl.jpg podpis:
Orzełek Gwardii Ludowej. Oczywiście bez korony. Czy z takim orzełkiem na czapkach "partyzanci" Ajzenmana mordowali Polaków w Drzewicy? https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Rogulski#/media/File:J%C3%B3zef_Rogulski_gr%C3%B3b.JPG podpis:
Grób Józefa Rogulskiego "Wilka" - dowódcy oddziału GL, pozostającego w konflikcie z Ajzenmanem. Nawiasem mówiąc - był pracownikiem fabryki Gerlacha w Drzewicy - tej samej, której właściciela zamordowała banda Ajzenmana. http://www.dws-xip.pl/PW/formacje/pw39.html podpis: Oddział NSZ "Las 1", który 22 lipca 1943 r., wykonał akcję przeciwko GL pod Stefanowem. http://www.drzewica.pl/content/%E2%80%9Emord-w-drzewicy%E2%80%9D podpis:
August Kobylański https://pl.wikipedia.org/wiki/Getto_radomskie#/media/File:Bundesarchiv_Bild_101III-Wisniewski-010-37A,_Polen,_Radom,_Juden.jpg podpis:
Zabudowania radomskiego getta. W tamtejszym więzieniu za zwykłe złodziejstwo został osadzony Ajzenman. https://pl.wikipedia.org/wiki/Getto_radomskie#/media/File:Bundesarchiv_Bild_101III-Wisniewski-010-27A,_Polen,_Radom,_Juden.jpg podpis: Żydzi z radomskiego getta. https://www.google.pl/search?q=j%C3%B3zef+r%C3%B3%C5%BCa%C5%84ski&biw=1366&bih=657&source=lnms&tbm=isch&sa=X&sqi=2&ved=0ahUKEwjY_5vNjMbKAhXHiCwKHTirBT8Q_AUIBigB#imgrc=6xRSIn57gExGAM%3A podpis: Sadystyczny ubecki "śledź" Józef Różański (właśc. Józef Goldberg). To jemu składał swoje raporty Ajzenman. http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/858228 podpis: Józef Czaplicki, dyrektor III i VII Dep. MBP - kolejny ubek, któremu donosy na współwięźniów składał Ajzenman.
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl