"It's difficult to admit the obvious"
political world

Muzułmanie duńscy i holenderscy

Jan Mark Chodakiewicz|Monday, May 30, 2011

Gdy mówimy muzułmanie w Europie, mamy na myśli zwykle emigrantów z islamskiego kręgu kulturowego. Mają wiele ze sobą wspólnego, ale też istnieją między nimi różnice, zwiększane warunkami w kraju osiedlenia. Przyjrzyjmy się w tym kontekście Holandii i Danii.



Są to jedne z najbardziej zlaicyzowanych krajów w Europie, a jednocześnie najbardziej liberalne i socjalistyczne. Religia jest zupełnie zepchnięta do sfery prywatności. Muzułmańscy emigranci odnoszą się do tego w różny sposób. Dla fundamentalistów jest to nie do zaakceptowania. Zresztą im podobałoby się jedynie wtedy, gdy w Unii Europejskiej zaczął obowiązywać szarijat, prawo islamskie. Dla innych mahometan laicyzm europejskiego ogółu jest pomocny w utrzymaniu własnej odrębności. W końcu emigranci prawie zawsze starają się odtworzyć na nowym miejscu stare warunki społeczne, aby lepiej się poczuć psychicznie. Tylko garstce przybyszy wyalienowanych z tradycji islamskiej laicyzm może nawet pomóc we wspięciu się na wyżyny socjalliberalizmu zachodniego. Pierwsi muzułmanie pojawili się w Holandii z jej indonezyjskich kolonii. Potem doszlusowali do nich północnoafrykańscy emigranci z byłych kolonii francuskich, a następnie, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, tureccy gastarbeiterzy. Tylko mała część z nich nieśmiało zaczęła pojawiać się w Danii. Tam emigracja mahometan na większą skalę rozpoczęła się dopiero w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na fali łączenia rodzin. W ten sposób jeden emigrant potrafił sprowadzić sobie kilkudziesięciu krewnych.
Duńczycy i Holendrzy z jednej strony byli tym zaskoczeni, z drugiej – zadowoleni. Przynajmniej na początku. Laicyzacja, liberalizm i socjalizm państwa opiekuńczego oznacza zapaść demograficzną. A mały przyrost naturalny wśród zachodnich europejczyków to brak rąk do pracy. I tutaj emigranci muzułmańscy się przydawali. Polityka wobec nich ewoluowała. Początkowo rząd holenderski występował przeciwko integracji emigrantów. Sponsorował nawet naukę w ich językach rodzimych. Mimo że działo się to pod przykrywką modnego multikulturalizmu, w rzeczywistości chodziło o to, żeby muzułmanie się nie asymilowali, a wracali do domu. Cykle ekonomiczne dyktowały bowiem, że hossa gospodarcza wiecznie trwać nie będzie. W okresach kryzysu czy zapaści emigranci przechodzili jednak na garnuszek podatnika i ani myśleli o powrocie do domu. 
Dlatego od lat osiemdziesiątych Holandia zaczęła stawiać na inkorporację muzułmanów do społeczeństwa większościowego. Z jednej strony zaczęto tworzyć prawne gwarancje do uznania islamu za religię oficjalną na równi z innymi. Z drugiej strony podjęto próby zlaicyzowania emigrantów poprzez podporządkowanie ich państwu opiekuńczemu. Socjalizm opiekuńczy podminowuje bowiem praktyki religijne islamu. Na przykład właściwie eliminuje potrzebę struktur samopomocy społecznej czy nakazu indywidualnej dobroczynności (zakat). To wszystko załatwiane jest przez państwo redystrybucją pieniędzy podatnika na rzecz bezrobotnych czy innych. Ponadto laicyzacja obyczajowości prowadzi do dramatycznych konfliktów. Zachowujące się „po zachodniemu” młode kobiety, jako plamiące honor rodziny, stały się celem zemsty rodowej, tzw. zabójstw honorowych. Dotyczyło to na przykład dziewcząt wychodzących za mąż bez pozwolenia ojca, mieszkających w związkach partnerskich, czyli na kocią łapę, czy rodzących nieślubne dzieci. Gdy pewna żona wystąpiła o rozwód, bo zakochała się w innym, jej mąż i jego kuzyn pobili ją pałami na śmierć (w 2009 r. skazano jednego z morderców na dziewięć lat). W Holandii zdarza się to przeciętnie trzynaście razy do roku. W Danii występują podobne patologie. Zdarzają się nawet zbiorowe gwałty na Dunkach, które muzułmanie traktują jak kobiety lekkich obyczajów ze względu na ich ubiór i liberalne zachowanie. Szczególnie głośny przypadek miał miejsce w muzułmańskim getcie Møljenerparken w 2001 r. Jednak do początku XXI w. rząd duński nie wtrącał się za bardzo w sprawy emigrantów. Płacił im bez stawiania jakichkolwiek warunków. To właśnie doprowadziło do narastającej alienacji. Mówi się nawet o chomeinizacji całych dzielnic opanowanych przez muzułmańskich emigrantów. Dużo więcej niż w Holandii żyje tam z pomocy społecznej, system duński jest bowiem dużo bardziej szczodrobliwy. Ale od 2001 r. rząd wprowadził przymusowe lekcje duńskiego jako warunek otrzymania zasiłku. Część emigrantów bojkotuje ten przymus, alienacja narasta. I rośnie protest przeciw zmianom prawnym dotyczącym łączenia rodzin (teraz czeka się 28 lat) oraz zasadom przyznawania obywatelstwa. Odwrotnie niż Holendrzy, Duńczycy otwarcie nawołują swych muzułmanów do wyjazdu z ich kraju. Opinia publiczna nie uznaje za pełnoprawnych Duńczyków nawet osób urodzonych w Danii w rodzinach islamskich emigrantów. Część Holendrów identyfikuje się z taką postawą, uważając muzułmanów za zagrożenie dla laicyzmu i liberalizmu: w sondażu z lipca 2004 roku uznało tak 68 proc. Ankietowanych. Rzekoma czy prawdziwa dyskryminacja powoduje zwieranie szeregów i radykalizację emigrantów i ich dzieci. Stąd mord na Theo van Goghu w 2004 r., stąd sukces radykalnych immamów w rekrutacji terrorystów. Co to będzie?
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl